[WYWIAD] Maciej Tokarczyk: Gdy wygrywasz mecz za meczem, łatwo stracić czujność
[WYWIAD] Maciej Tokarczyk: Gdy wygrywasz mecz za meczem, łatwo stracić czujność
Warta Poznań
16/10/2025 • 11:15Warta Poznań wygrała sześć spotkań z rzędu. – Mamy świadomość, że na tę serię musimy bardzo ciężko pracować i sami sobie zawieszamy wysoko poprzeczkę. Ważne będzie to, jak zareagujemy w przypadku porażki. I tutaj będzie widać dojrzałość mojego zespołu. Trudniej zarządzać takim sukcesem i zwycięstwami niż porażką. Mamy sześć wygranych z rzędu, dziesięć meczów bez porażki. Wiele osób o nas mówi dobrze i łatwo jest stracić czujność – podkreśla Maciej Tokarczyk, trener Warty.
Pan chyba lubi bardzo wyzwania? W poprzednim objął pan Wisłę Puławy, która miała problemy finansowe, a teraz prowadzi spadkowicza z pierwszej ligi Wartę Poznań.
To był taki moment w życiu mojej rodziny: żony i małej córeczki, że byliśmy gotowi na zmianę. Chciałem iść w kierunku piłki seniorskiej. Wspólnie uznaliśmy, że to będzie dobry moment, żeby podjąć wyzwanie. Zdawałem sobie sprawę, że trenerowi szkolącemu młodzież w akademii trudno jest dostać pracę na poziomie centralnym. Pojawiła się Wisła i choć wiedząc, z jakimi problemami organizacyjnym się mierzy, stwierdziliśmy, że w tej sytuacji możemy być tylko zwycięzcami. Przyjąłem ofertę i zagrałem bardzo ciekawy dla mnie sezon, a przede wszystkim rozwojowy.
Zdarzało się w polskiej piłce, że były kluby, w których nie płacono, a trener mówił do piłkarzy: „To może dla was być okno wystawowe i ktoś z lepszego zespołu was zobaczy”. Pan też tak podchodził?
Na pewno doceniam to, ile mogłem się nauczyć w Wiśle, bo to było dla mnie świetne doświadczenie. Kapitał, który mogę wykorzystywać w kolejnym klubie. Skład Wisły był złożony z młodych zawodników lub z takich, którzy byli na zakręcie kariery. Natomiast mieli bardzo dużą chęć odwrócenia tej karty i świetnie mi się z nimi pracowało. Zresztą czas pokazuje, że wielu z nich dostało angaż w wyższych ligach, czy też w drugiej lub trzeciej. Wisła była trampoliną do lepszego miejsca, do zawalczenia o siebie i wielu wykorzystało tę możliwość.
Do pana zgłosiła się Warta, która właśnie spadła z pierwszej ligi.
Po mnie, ale także po mojego asystenta Grzesia Adamskiego, czy trenera bramkarzy Artura Szostaka. Całą trójką dostaliśmy możliwość pracy w Warcie. Bardzo cieszymy się, że jesteśmy w takim miejscu, w klubie o bogatej historii i z fajną grupą kibiców, którzy nas wspierają. Za mną pierwsze miesiące w zespole, który też był na zakręcie, ale w tym sezonie jest prowadzony na zdrowych zasadach. Bardzo mnie to cieszy, bo mogę skupić się tylko na pracy, na rzeczach związanych z drużyną i z procesem treningowym.
Może po doświadczeniach z Wisłą, miał pan też w Warcie łatwiej, bo w przerwie między sezonami została wymieniona niemal cała kadra.
To prawda, zostało tylko trzech zawodników – Leo Przybylak, Filip Waluś i Tomek Wojcinowicz. To też był jeden z punktów, które były dla mnie ważne, bo cały skład to drużyna złożona z ludzi, na których mi bardzo zależało. Myślę, że tworzymy zgraną układankę, która pokazuje styl ciekawy dla kibica. Dodatkowo w ostatnim czasie nieźle punktujemy, więc jak na razie wszystko idzie w dobrym kierunku.
Czyli można powiedzieć, że ten zespół to już pana autorski pomysł?
Całego sztabu, bo razem prowadziliśmy skauting. To był żmudny proces, bo oglądaliśmy bardzo dużo meczów, prowadziliśmy wiele rozmów z zawodnikami, a później była ocena, kogo widzimy w zespole. W krótkim czasie trzeba było wykonać mnóstwo pracy. Ważne też, że działacze po prostu zaufali naszej wizji, jak i z kim chciałbym w zespole pracować. Finalnie oni podejmowali decyzje, ale pod kątem sportowym w dużej mierze decydował wyłącznie sztab trenerski. I dzięki temu myślę, że to są takie puzzle, które do siebie pasują.
Z pierwszych sześciu meczów Warta dwa przegrała i cztery zremisowała. Jak pan do tego podchodził?
Staram się patrzeć trochę dalej. Oczywiście zwracając uwagę tylko na wyniki, to moglibyśmy się martwić, bo mieliśmy cztery punkty po sześciu spotkaniach i przedostatnie miejsce w tabeli. W ocenie biorę pod uwagę analizę wideo, ale także obiektywne dane, które dopełniają obraz. A z nich wynikało, że na tle przeciwników i całej ligi wyglądamy obiecująco w kluczowych aspektach, jeśli chodzi o prawdopodobieństwo zwycięstwa w meczu. Mieliśmy bardzo dużo wejść w pole karne, bardzo dużo szans bramkowych, bardzo dużo udanych pressingów na połowie przeciwnika. Był też wysoki procent zbieranych drugich piłek w ofensywie i w defensywie. Tych czynników, na które zwracamy uwagę, jest sporo. Oczywiście nie wszystkie były na takim poziomie, na jakim byśmy chcieli, ale wiedzieliśmy, że idziemy w dobrym kierunku. I co najważniejsze, one cały czas się poprawiały. Wiedzieliśmy, że zwycięstwo jest kwestią czasu. I tak też rozmawiałem z zawodnikami, bo mi łatwiej przekonać do takiego sposobu myślenia, gdy mieliśmy twarde dane. O wyniku często decydują pojedyncze wydarzenia i my popełnialiśmy kluczowe błędy, które powodowały, że przegrywaliśmy. To był okres bardzo wstępny budowy zespołu i potrzebowaliśmy czasu, żeby je wyeliminować, a te dobre strony jeszcze podkręcać. Wygraliśmy pierwszy mecz w siódmej kolejce i od tej pory trwa zwycięska passa. Mamy świadomość, że na tę serię musimy bardzo ciężko pracować i sami sobie zawieszamy wysoko poprzeczkę. Natomiast ważne będzie to, jak zareagujemy w przypadku porażki. I tutaj będzie widać dojrzałość mojego zespołu. Trudniej zarządzać takim sukcesem i zwycięstwami niż porażką. Mamy sześć wygranych z rzędu, dziesięć meczów bez porażki. Wiele osób o nas mówi dobrze i łatwo jest stracić czujność. Musimy ją zachować, cały czas pracować dobrze, a nawet jeszcze lepiej.
Pokonaliście silne kadrowo drużyny – Zagłębie Sosnowiec, Podbeskidzie Bielsko–Biała, Stal Stalowa Wola a ostatnio lidera Olimpię Grudziądz. Twarde dane, o których pan mówił, w końcu udało się przekuć zwycięstwa.
Chciałbym, żeby odbiorcy mnie dobrze zrozumieli. Nie uważam, że dane to wyrocznia i coś, co definiuje zespół, a wręcz odwrotnie. To ma być tylko narzędzie, które nam pomaga w całym procesie, bo piłka nożna jest na tyle złożona, że decyduje szereg innych rzeczy, które są równie istotne, a nie są policzalne. To na przykład pewność siebie w danym momencie, to, jak jest pobudzony zespół, inne czynniki mentalne czy losowe. Dane mają tylko pomóc i dać informację, w którym kierunku zmierza zespół w tych piłkarskich sprawach.
W kilku meczach pana zawodnicy pokazali charakter, jak choć by Bielsku-Białej, czy teraz z Olimpią, bo odwrócili losy meczu.
W moim zespole widać mocny mental i wiele meczów przechylamy w końcówkach na swoją korzyść. To jest właśnie coś, czego nie policzymy, a musimy pielęgnować. Takie zwycięstwa świetnie smakują i bardzo się cieszę, że jesteśmy w stanie w końcówkach spotkań, czyli po 80. minucie zdobywać zwycięskie gole. Tutaj warto zaznaczyć bardzo dużą rolę zawodników rezerwowych, którzy po wejściu na boisku po prostu robią liczby. To właśnie zmiennicy Kacper Rychert i Mateusz Stanek zdobyli bramki przeciwko Podbeskidziu. A z Olimpią trafili ponownie rezerwowi, czyli Stanek i Szymon Zalewski.
Przed wami mecz z Hutnikiem Kraków i szansa na siódme zwycięstwo z rzędu. To byłby rekord Warty w XXI wieku.
Nie patrzymy na to w ten sposób. Chcemy brać małymi łyżkami i iść krok po kroku, a nie patrzeć tylko na wyniki. Mamy w drużynie filozofię, która mówi o tym, żeby trzymać wysokie standardy na co dzień, ale mieć przy tym niskie oczekiwania w kontekście wyników. Jesteśmy dobrze przygotowani, ale rywal też się szykuje na nas, a poza tym są czynniki losowe, jak warunki atmosferyczne, ktoś się może źle czuć, kontuzja, absencja za kartki, czy błędna decyzja sędziego. Na te rzeczy nie mamy wpływu, dlatego chcemy dbać o nasze standardy pracy na co dzień, wysoki poziom realizacji założeń meczowych, dobre przygotowanie do spotkania i wierzymy, że to nam da wynik. Nie chcemy ulegać presji wyniku, że musimy, że coś powinniśmy zrobić. Czynników w piłce, które wpływają na wynik, jest wiele i my chcemy dbać o te, na które mamy wpływ. Wierzę, że robiąc to, bardzo mocno przybliżamy się do zwycięstwa.
W szatni jest cicho o powrocie do pierwszej ligi?
To trudne dla mnie pytanie, bo ja w szatni nie przebywam cały czas z zawodnikami i nie przesłuchuję się temu co mówią. Oni dają mi odpowiedź na boisku. Na razie jest pozytywna, bo ten poziom sportowy cały czas poprawiają.