[WYWIAD] Kamil Socha, trener lidera: Czuję wielką satysfakcję
[WYWIAD] Kamil Socha, trener lidera: Czuję wielką satysfakcję
Unia Skierniewice
27/11/2025 • 12:25Beniaminek Unia Skierniewice okazał się jesienią najlepszym zespołem Betclic 2. Ligi. – My tak naprawdę awansowaliśmy ze składem pełnym debiutantów, którzy w życiu nie grali na szczeblu centralnym, a najwięcej w trzeciej lidze czy w juniorach. Nagle okazało się, że nie odstają, a wręcz przeciwnie – potrafią nadawać ton grze. To jest dla nas budujące, ale również dla polskiej piłki, bo im więcej takich zawodników u jej podstaw, tym łatwiej będzie na szczycie znaleźć perełki – podkreśla Kamil Socha, trener Unii.
Jakie to uczucie być najlepszą drużyną 2. Ligi?
Bardzo miłe, ale na to pracują wszyscy w klubie: zawodnicy, sztab, działacze i kibice. Każdy odczuwa przeogromną dumę i sam fakt, że fani nas na ulicach czasem zaczepiają, pytają, komentują wyniki, sprawia wiele satysfakcji. Dzięki temu, że tak gramy, to społeczeństwo w Skierniewicach się połączyło. Ostatnio dostałem smsa od koleżanki, która mi napisała przed spotkaniem z Wartą Poznań: „Co wy wyprawiacie? Cała rodzina, 15 osób przed telewizorem ogląda wasz mecz.” To bardzo fajne i bardzo miłe.
Wydawać by się mogło, że między podzieloną na cztery grupy trzecią ligą, a drugą, czyli centralnymi rozgrywkami powinna być duża różnica. Tymczasem co rok, co najmniej jeden beniaminek liczy się w walce o awans na zaplecze ekstraklasy. W tym sezonie oprócz was też Podhale Nowy Targ, a może i Sandecja Nowy Sącz.
Kiedyś rzeczywiście był duży przeskok, ale teraz pojawiło się sporo młodych, ambitnych zawodników, z bardzo dobrym przygotowaniem motorycznym, które odgrywa w tej lidze ważną rolę. Oni są głodni sukcesów, chcą też pokazać, że potrafią grać w piłkę i udowadniają to, że w niższych ligach jest sporo chłopców, którzy potrzebują dostać szansę, trochę wsparcia i wiary w nich. Zdarza się, że niektórzy przywiązują się do nazwisk, wolą nie ryzykować, tylko budują drużynę na zawodnikach, którzy już liznęli wyższych lig. My tak naprawdę awansowaliśmy ze składem pełnym debiutantów, którzy w życiu nie grali na szczeblu centralnym, a najwięcej w trzeciej lidze czy w juniorach. Nagle okazało się, że nie odstają, a wręcz przeciwnie – potrafią nadawać ton grze. To jest dla nas budujące, ale również dla polskiej piłki, bo im więcej takich zawodników u jej podstaw, tym łatwiej będzie na szczycie znaleźć perełki.
Który mecz Unii był najlepszy, a który najgorszy i dlaczego?
Najlepszy to chyba ostatnie spotkanie z Wartą Poznań. Zagraliśmy dojrzale, świetnie realizowaliśmy nasz model gry i to nie pod kątem przeciwnika, ale nasze założenia, które sobie ustaliliśmy już dawno temu i cały czas według nich budujemy drużynę. Naprawdę momentami to wyglądało znakomicie, zwłaszcza w pierwszej połowie meczu w Poznaniu. Najsłabsze spotkanie? To chyba na początku sezonu z Olimpią Grudziądz, z którą przegraliśmy w Skierniewicach. Wtedy nie graliśmy swojej piłki, bardzo mocno odeszliśmy od wspomnianego modelu. Było to też efektem bardzo dobrej postawy rywala. Po tym meczu nie miałem pretensji o porażkę, tylko o to, że odeszliśmy od naszego stylu. Zdajemy sobie sprawę, że są różne okresy w trakcie sezonu i czasem zdarzają się przegrane. Ważna jest reakcja. My nigdy po porażce czy po remisie nie przegraliśmy ponownie. Reakcja zawodników była bardzo mocna i z reguły wygrywaliśmy kolejny mecz. To też świadczy o odpowiednim podejściu tych chłopaków i o tym, jak sztab potrafi na nich wpłynąć.
Trener Chojniczanki podkreślał, że Unia gra najbardziej intensywnie w całej lidze. Jak pan szuka piłkarzy do zespołu, to jednym z ważnych aspektów jest tzw. końskie zdrowie?
Jak najbardziej. Każdy z tych zawodników jest szczegółowo prześwietlony, sprawdzony i musi spełniać pewne kryteria. Nawet kiedy rozmawiamy z menedżerami, mamy przygotowaną ściągę dla nich, jakie rzeczy pod kątem motorycznym i techniczno-taktycznym musi spełniać zawodnik. Mamy specyficzny styl, który jest w niektórych elementach mocno odmienny od ogólnie przyjętego modelu grania większości zespołów. Dlatego musimy szukać takich zawodników, którzy spełniają te cechy. Nasza drużyna jest przykładem mocno nieprzypadkowego zbioru ludzi, a wręcz przeciwnie, świadomego doboru ich do składu.
Muszą np. bardzo szybko biegać?
Tak, to jedno z kryteriów. Na przykład napastnicy między 33 a 35 km na godzinę, a obrońcy nie mogą biegać wolniej niż 33 km na godzinę. To są takie podstawowe rzeczy, na które my zwracamy uwagę. Oczywiście muszą spełniać także inne cechy. Na przykład zwracamy bardzo dużą uwagę na antycypację i przechwyt piłki. To zresztą pokazują też statystyki. W pojedynkach jesteśmy daleko na tle pozostałych ligowców, ale nie dlatego, że jesteśmy w nich słabi. Po prostu my ich unikamy, bo dążymy do cyrkulacji piłki i to jest właśnie zupełnie odmienny styl. W statystykach długich podań jesteśmy na szarym końcu, bo w naszej filozofii dominują podania krótkie i średnie. Mam dużą satysfakcję, kiedy zaglądam do platformy statystycznej Wyscout i widzę, że w elementach, które są dla nas najważniejsze, jesteśmy w czołowej trójce, a w wielu na pierwszym miejscu.
Mówił pan po jednym z ostatnich meczów, że celem nadrzędnym jest utrzymanie. Nie wypada to chyba liderowi, który może awansować do pierwszej ligi. Z drugiej strony przyznał pan, że wtedy klub powinien mieć budżet rzędu 9–10 milionów złotych, a na to w Unii chyba się nie zanosi?
Bardzo życzyłbym sobie tego, żeby takie pieniądze były. Na obecną chwilę dysponujemy jednym z najniższych budżetów w lidze. Jako trenerzy, bo to sprawdzaliśmy, jesteśmy najsłabiej zarabiającym sztabem na tym poziome. Czasem jest tak, że tak krawiec kraje, jak u materii staje. Staramy się robić tak, żeby każdy skrawek tego materiału wykorzystać do cna i żeby było jak najmniej odpadów, mówiąc kolokwialnie. Mamy świetnych chłopców, którzy robią postępy z meczu na mecz. Część z nich jeszcze nie tak dawno była w środku tabeli trzeciej ligi, a teraz są liderami w drugiej lidze. To pokazuje ich rozwój. To też kwestia odpowiedniego doboru modelu pod tych zawodników, dawania im możliwości robienia postępu, pilnowania ich w treningu, podnoszenia jakości i trudności poszczególnych ćwiczeń, odpowiedniej motywacji do jeszcze cięższej pracy. To leży u podstaw naszego sukcesu, choć na razie to tylko zdobyliśmy mistrzostwo rundy jesiennej. Także bardzo spokojnie i z pokorą podchodzimy do pewnych rzeczy. Stąd też moje słowa, że naszym nadrzędnym celem jest utrzymanie. Przed rozpoczęciem ligi mało kto nas widział w pierwszej trójce. Bardziej się mówiło, że będzie sukces, jak załapiemy się do barażów. Liczymy się z tym, że w zimie wiele rzeczy może się zmienić, bo przeciwnicy pewnie się wzmocnią. Nas na pewne rzeczy nie będzie stać, ale zrobimy wszystko, by naszym zaangażowaniem, rozwojem zespołu, który mamy, wiosna nadal być równie mocnym.
Gdy będzie blisko awansu, a klubu nie będzie na to stać, to przecież nie powie pan zawodnikom, żeby przegrywali.
Nigdy w życiu czegoś takiego bym sobie nie wyobraził. Nawet gdybyśmy mieli jeszcze mniejszy budżet i głodowali, ale mielibyśmy możliwość zwycięstwa, to byśmy o to walczyli. To jest postawa sportowca, która nas cechuje i tutaj nie bawimy się w żadne kombinowanie. Robimy wszystko, żeby zająć jak najwyższe miejsca. Jeśli klub stanie przed taką sytuacją, że wywalczymy awans, to już będzie dylemat zarządu, nie nasz. Nikt nikomu głowy nie urwie, jak na przykład klub powie, że przepraszamy, ale nie stać nas na to, żeby grać w pierwszej lidze. Aczkolwiek myślę, że jeśli byłby awans, to byśmy spróbowali bez względu na to, jakie będą finanse. Tak naprawdę główna różnica byłaby w wynagrodzeniach. W tej chwili jesteśmy w dolnych rejonach, a w pierwszej lidze przebijalibyśmy podłogę.
Zdjęcie główne: Unia Skierniewice